ZAMEK STRACHU - Rozdział pierwszy (2)

 

Palił teraz cygaro, co było niewybaczalnym wprost naruszeniem etykiety. Intensywny zapach tytoniu roznosił się ponad płynącą z ogrodu słodką wonią kwiatów Tatiana milczała, zastanawiając się, co powinna odpowiedzieć komuś, kto nie został jej przedstawiony. Wtedy nieznajomy powiedział:

- Pani nazywa się Tatiana Lynch. Znam pani ojca. Znałem także pani matkę.

- Pan znał moją matkę? - Głos Tatiany zadrżał z podniecenia.

- W rzeczy samej, tak - odrzekł. - Może będzie lepiej, gdy. się przedstawię: nazywam się Crowley, lord Crowley.

- Słyszałam już o panu - odpowiedziała Tatiana. - Tatuś często opowiadał o pańskich wyczynach na wyścigach.

- Mam kilka dobrych koni - przyznał obojętnie. - Bardzo pragnąłem panią poznać, Tatiano.

Zastygła zdziwiona, że tak po prostu użył jej imienia. Wtedy zapytała:

- Czy to dlatego, że znał pan moją mamę?

- Była niezwykle piękna - powiedział - a pani jest do niej bardzo podobna.

- Często marzę o tym, abym mogła taka być - odrzekła. - Pamiętam ją jako najbardziej uroczą istotę, jaką tylko można sobie wyobrazić, ale zmarła, gdy miałam dziesięć lat.

W jej głosie dało się wyczuć głęboką tęsknotę. Blask księżyca odsłonił na jej twarzy smutek, a w jej ogromnych oczach, zbyt dużych jak na drobną twarzyczkę, żal.

Nie ulegało wątpliwości, że była bardzo piękna i pod każdym względem zupełnie inna niż pozostałe dziewczęta uczestniczące w balu.

Było coś tajemniczego i bardzo nieangielskiego w jej twarzy o niemalże doskonałych rysach, w niezmierzonej głębi jej oczu i w mglistej czerni jej włosów.

Lord Crowley podszedł trochę bliżej i oparł się o poręcz balkonu.

- Znałem także pani dziadka - powiedział. - Jakieś osiem lat temu byłem u niego w Rosji.

Tatiana milczała. Patrzyła na niego pytająco.

- Rozmawiałem z nim o pani matce.

Tatiana była bardzo spokojna. Czekała.

- Myślałem, że może jej śmierć zmiękczy tego starego autokratę - ciągnął - ale wszystko, co książ< Kaupencki na jej temat powiedział, to: "Moja córka? Nigdy nie miałem córki".

Tatiana westchnęła głęboko.

- Zawsze, już od dziecka miałam nadzieję, że pewnego dnia poznam moich rosyjskich krewnych.

Książę już nie żyje - powiedział lord Crowley - ale jest wiele ciotek, wujów i różnego rodzaju kuzynów, którzy chętnie by panią poznali.

- Wątpię - odrzekła Tatiana - a zresztą, nigdy nie wybaczę im tego, jak potraktowali mamę.

- Moja kochana, ona przecież uciekła z twoim ojcem!

- Czy to była aż taka wielka zbrodnia? - spytała Tatiana gorączkowo. - Oni się kochali! Z pewnością Rosjanie są na tyle uczuciowi, aby zrozumieć, co to jest miłość.

- A pani? Czy pani to rozumie? - W głosie lorda Crowleya zabrzmiała teraz inna nuta, która sprawiła, że Tatiana spojrzała na niego uważniej. "Jest z pewnością po czterdziestce - pomyślała - i kiedyś mógł być bardzo przystojny, ale teraz jest rumiany na twarzy i za bardzo otyły."

Dostrzegła jednak w jego oczach coś, co sprawiło, że odwróciła głowę w kierunku ogrodu.

- Proszę mi powiedzieć nieco więcej o matce poprosiła cicho.

- Wolałbym raczej mówić o pani - odrzekł. - Ile pani ma lat?

- Skończyłam osiemnaście - odpowiedziała. - Powinnam była debiutować już w zeszłym roku, ale w kwietniu umarła moja babka, matka ojca, i mieliśmy głęboką żałobę.

-- Jest więc pani, w pewnym sensie, spóźnioną debiutantką. Wciąż jeszcze tak uroczą, jak tylko to można sobie wyobrazić.

- Bardzo to uprzejme z pana strony - odpowiedziała grzecznie, jednak w jej głosie wyczuwało się chłód. - Muszę już wracać na salę. Nie powinnam była wcale wychodzić, nie było przecież aż tak gorąco.

- Nie trzeba się spieszyć - rzekł lord Crowley. - Ojciec pani i macocha są teraz w królewskim orszaku, widziałem ich, jak schodzili na kolację.

- Pan z pewnością także powinien tam być, mój lordzie.

- Pragnąłem z panią porozmawiać.

- A więc pan szedł za mną.

- Tak, widziałem, jak się pani ulotniła. Udając nagłą niedyspozycję, opuściłem z pani powodu strapioną damę, której powinienem towarzyszyć i pozostawiłem ją samą.

- Uważam, że nie było to konieczne, ale za to na pewno niegrzeczne - oznajmiła Tatiana. - A może ona jest głodna?

- Jestem pewny, że bystry i czujny koniuszy zajmie wnet moje miejsce - powiedział niedbale lord Crowley. - Ale skoro zrezygnowałem dla pani z kolacji, mogłaby pani być choć troszeczkę bardziej uprzejma i postarać się mnie nieco zabawić.

Tatiana milczała. Zdała sobie sprawę, że nie lubi tego rosłego, silnego mężczyzny. Było w nim coś, co wzbudzało w niej jakaś wewnętrzna obawę.

Wrażenia, jakie wywierali na niej ludzie, jak dotąd okazywały się prawdziwe i instynkt nigdy jej nie zawodził. Już po pierwszym spotkaniu wiedziała, jakimi są, czy może im zaufać, czy musi robić wszystko, aby ich unikać.

Jej instynkt - sądziła - miał swoje źródło w wieloletniej praktyce, nabytej w czasie licznych podróży po Europie, kiedy to razem z ojcem przenosiła się z kraju do kraju, z jednej placówki dyplomatycznej na drugą.

W różny sposób mogła zaniedbać swoją edukację, ale z pewnością nie tę część, która dotyczyła ludzi, a szczególnie mężczyzn.

- Jest pani bardzo piękna - powiedział cicho, ale spojrzał na nią tak, że Tatiana pomyślała, iż szacuje konia. - Czy jest pani zakochana?

Było to tak nieoczekiwane pytanie, że ją z lekka zaszokowało.

- Nie, oczywiście nie - odparła zdecydowanie.

- A mówi to pani tak, jakby znała to podniecające uczucie, którego wszyscy, w taki czy inny sposób, poszukujemy.

- Nigdy nie byłam zakochana.

- A jednak tęskni pani za tym - stwierdził lord Crowley. - Która kobieta nie pragnie wzbudzić wielkiego zachwytu, która nie marzy, by znaleźć księcia z bajki i żyć z nim długo i szczęśliwie?

W jego głosie wyczuć można było nutkę złośliwości i Tatiana zupełnie mimowolnie, ot, tak sobie, zapytała:

- Czy jest pan żonaty, mój lordzie?

Byłem żonaty - poprawił. - Od prawie pięciu lat jestem wdowcem.

- Bardzo przepraszam.

- Nie musi mi pani składać kondolencji - odparł. - Nie odczuwam braku swej żony. Mieliśmy ze sobą tak mało wspólnego.

Tatiana spojrzała na niego zdziwiona.

- To dlaczego się pan z nią ożenił? - zapytała i zaraz zdała sobie sprawę z tego, że było to nie tylko pytanie zuchwałe, ale wręcz intymne.

- Proszę mi wybaczyć - rzuciła szybko, zanim zdołał odpowiedzieć. - Nie powinnam była o to pytać. A teraz, mój lordzie, muszę wrócić na salę.

Uczyniła ruch w kierunku okna, ale on ją wyprzedził i ujął jej dłoń.

- Pragnę, by pani tutaj ze mną została - powiedział - chcę z panią rozmawiać, Tatiano, a nade wszystko pragnę panią pocałować.

Spróbowała wyrwać dłoń z jego uścisku, ale on na to nie pozwolił. Zapragnął ją objąć, lecz ona odwróciła się i cofnęła w głąb balkonu.

- Proszę pozwolić mi odejść - rzuciła.

Jej głos był opanowany i chłodny. Pobrzmiewał w nim ton, który zawsze zatrzymywał młodych mężczyzn w miejscu, gdy ci pozwalali sobie na bardziej śmiałe czułości.

Lord Crowley zaśmiał się wesoło.

- Odzywa się władcza rosyjska krew. Widzę, moja mała Tatiano, że potrafiłaby pani trzasnąć biczem sługę płaszczącego się u jej stóp lub pędzącego w saniach na złamanie karku poprzez ośnieżone przestrzenie.

Jego głos nabierał coraz to głębszych tonów, gdy ciągnął dalej:

-- Nie ma w pani nic martwego i chłodnego, i właśnie dlatego pragnę całować pani usta, czuć ich żar.

- Jak pan śmie mówić do mnie w ten sposób! - wykrzykneła Tatiana. - Pan dobrze wie. że to niemożliwe.

- A jak mnie pani powstrzyma? Śmiało rzucił jej wyzwanie. Poczuła lekkie drżenie, chyba lęku, zanim odpowiedziała dumnie:

- Sądzę, że ojciec mój nie zniósłby takiej zniewagi, uczynionej przez kogoś, kto mieni się jego przyjacielem.

-- I myśli pani, że ojciec uwierzyłby pani, że ją znieważyłem? - zapytał lord Crowley.

Jakżeż nienawidziła teraz tego złośliwego tonu w jego głosie i uśmiechu na ustach.

- Chcę wrócić na salę. Proszę pozwolić mi przejść.

Mówiąc to, wyrwała swoją rękę i spojrzała na niego wyzywająco. Przez chwilę myślała, że jej nie pozwoli odejść, ale wtedy chyba zmienił zdanie.

- Proszę bardzo - ustąpił - odprowadzę panią na salę i z panią zatańczę. Pragnę trzymać panią w swych ramionach.

- Nie będę z panem tańczyć - oznajmiła stanowczo.

Ale kiedy kroczyła przez salę przyjęć, wiedziała, że on idzie za nią. Była świadoma jego niewzruszonego spokoju, jego oczywistej pewności siebie i wiedziała, że lord Crowley uczyni to, co zechce i czego zapragnie.

Gdy doszli do sali balowej, trwał właśnie taniec i zanim zdążyła się wykręcić, ramiona lorda Crowleya obejmowały już jej talię. Usztywniła się w nadziei, iż da mu tym do zrozumienia, bez uciekania się do słów, że jest jej obojętny. Ale gdy tańczyli, czuła, że obserwuje ją z niebezpiecznym błyskiem w oczach i zrozumiała, że jej milczenie w najmniejszym nawet stopniu nie wytrąciło go z równowagi.

Tańczył dobrze, czego wcale nie oczekiwała. Ponieważ jednak zawsze poruszała się na parkiecie z wielka gracją, trudno było jej być tak sztywną i nieprzystępną, jak tego pragnęła, mimo że oburzało ją to, że trzyma swoją rękę na jej plecach.

- Kiedy znowu będę mógł panią zobaczyć? Jutro?

- Jutro będę zajęta - ucięła krótko.

- Zabiorę panią na przejażdżkę po parku - zaproponował.

- Nie mogę przyjąć pańskiego zaproszenia - odparła z sarkazmem w głosie.

Lord Crowley zaśmiał się cicho.

- Naprawdę chce pani odrzucić moje usilne starania się o nią?

Sprowokował ją do odpowiedzi.

- Czy mogę postawić sprawę jasno, lordzie Crowley? - zapytała. - Muszę podziękować panu za zaproszenie, ale nie mam zamiaru przyjąć go ani jutro, ani kiedy indziej.

- Czy pani wie - odrzekł - że pani oczy błyszczą jak ogniki, kiedy się pani złości? Nie wiedziałem, że kobieta może być tak podniecająca, kiedy się złości. Zwykle jej twarz staje się wtedy brzydka, tymczasem twarzyczka pani jest nawet piękniejsza niż wtedy, gdy pani jest spokojna.

- Nie życzę sobie pochlebstw z pańskiej strony.

- To nie jest pochlebstwo - odrzekł - to fakt. Kiedy to powiedział, orkiestra przestała grać.

- Czy zatańczy pani ze mną jeszcze raz? - zapytał.

- Myślę, że zna pan odpowiedź - odparła.

Roześmiał się tak, jakby powiedziała coś śmiesznego.

- Jest pani bardzo młoda - wtrącił - ale ja nadal pragnę panią pocałować.

Przez moment patrzyła na niego wściekle. potem się odwróciła i odeszła w kierunku ladv Carthew.

W drodze powrotnej z pałacu Buckingham lady Lynch ziewnęła i powiedziała:

-- Było bardzo gorąco. Jestem także zdania, że był to jeden z najwspanialszych balów, na jakich kiedykolwiek byliśmy w pałacu Buckingham. Co o tym myślisz, Dominiku?

- Bawiłem się świetnie - odpowiedział sir Dominik.

Kiedy to mówił, wyciągnął rękę, aby pogłaskać córkę, która siedziała naprzeciwko na małym krzesełku, tyłem do koni.

- Czy dobrze się bawiłaś, Tatiano? - zapytał. - Wiele osób gratulowało mi twojego pięknego wyglądu.

- To było wspaniałe widowisko - odparła z uśmiechem.

- Widziałem, że tańczyłaś każdy taniec - mówił dalej ojciec. - Z kim poszłaś na kolację?

- Nie miałam ochoty nic jeść - odpowiedziała. - Wielu spośród moich partnerów proponowało mi swoje towarzystwo przy kolacji, ale ja wolałam tańczyć.

- Gdy ja byłam młoda - wtrąciła lady Lynch - uważałam, że łatwiej było flirtować, gdy w ręce trzymało się lampkę wina i na stole królowało wspaniałe jedzenie.

Sir Dominik zaśmiał się.

- Głupstwa mówisz, Elaine! Pamiętam, jak w Wiedniu, gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy, nie tańczyliśmy prawie wcale. Przesiedzieliśmy prawie cały bal w ogrodzie, co jak wiesz, stało się przyczyną wielu plotek.

- Tak, to prawda - odparła lady Lynch - ale potrafiłeś mnie do tego przekonać, Dominiku.

- Myślę, że to akurat ty mnie przekonałaś do siebie.

Tatiana była pewna, że tak istotnie było, bo kiedy macocha ujrzała jej ojca po raz pierwszy, od razu zdecydowana była go poślubić.

Opierał się zalotom tak wielu kobiet, że w pierwszej chwili Tatiana zupełnie się tym nie przejęła. Ale wnet zdała sobie sprawę, że za urodą tej kobiety stało żelazne postanowienie owładnięcia młodym wdowcem, który nie miał żadnych szans, aby się wycofać.

I sir Dominik się nie wycofał. W ten sposób, po latach, kiedy miała ojca tylko dla siebie, musiała rywalizować o jego uczucia z inną kobietą. Skończyła wówczas szesnaście lat.

- Kazałem stangretowi wysadzić mnie przy domu Whita - rzekł sir Dominik, gdy znaleźli się na St. James Street.

- Nie masz chyba zamiaru wracać zbyt późno? - zapytała lady Lynch ostro.

- Nie - odpowiedział - ale obiecałem Freddiemu, że wpadnę do nich na moment. Spodziewam się, że o tej porze stawki będą już dość wysokie.

- Tylko za wiele nie ryzykuj - upomniała męża lady Lynch. - Wiesz, że nie możemy sobie na to pozwolić.

- Nikt tego nie wie lepiej niż ja - odparł sir Dominik z odrobiną goryczy w głosie.

Gdy powóz się zatrzymał, pochylił się w stronę Tatiany i pocałował ją w policzek.

- Dobranoc, kochanie - powiedział.

Patrzyła za nim, gdy przemierzał chodnik do swojego klubu. Nie ulegało wątpliwości, że chociaż stuknęła mu prawie sześćdziesiątka, był nadal bardzo przystojnym i atrakcyjnym mężczyzną.

Stangret zatrzasnął drzwi karety i wspiął się na kozła.

- Twój ojciec zamartwia się o pieniądze - oznajmiła lady Lynch, gdy tylko konie ruszyły.

- To u niego normalne -- odpowiedziała beztrosko

Więc jeżeli zdajesz sobie sprawę z tego, jakie ma kłopoty, to ciekawa jestem, dlaczego nic w tej kwestii nie robisz.

Tatiananie odpowiedziała,a macocha ciągnęła dalej.

- Moim zdaniem, twój ojciec jest dla ciebie zbyt hojny. Wydał zbyt dużo pieniędzy na twój pobyt w Londynie w okresie Sezonu, pieniędzy, które zdobywa z wielkim trudem. Mamy dziś dziewiętnastego lipca i, o ile wiem, wydał już prawie wszystko.

- Masz na myśli to, że się jeszcze nie zaręczyłam - powiedziała Tatiana powoli.

- Jestem pewna, że spośród tylu mężczyzn zalecających się do ciebie, mogłabyś znaleźć tego jednego, który zaspokoiłby twój nadzwyczaj wybredny gust.

Ton głosu lady Lynch był złośliwy. Tatiana zaczerwieniła się i odparła:

- Wybacz mi, macocho, ale nie kocham żadnego mężczyzny spośród tych, których poznałam w ciągu dwóch ostatnich miesięcy.

- Nie kocham, nie kocham - warknęła uszczypliwie lady Lynch. - Kto każe tobie od razu kochać? Chcemy po prostu, abyś wyszła za mąż za kogoś, kto jest bogaty i mógłby ci zapewnić odpowiednią pozycję. O ile wiem, jest wystarczająco wielu mężczyzn, którzy mogą spełnić te warunki.

Tatiana nic nie odrzekła, a lady Lynch ciągnęła dalej:

-- Jestem przekonana, że to twoje zachowanie nie pozwala im zbliżyć się do twojego ojca. Nie jestem głupia, Tatiano! Możesz ogłupić ojca, ale nie ogłupisz mnie. Jesteś zimna i wyrachowana, a sposób, w jaki odmawiasz mężczyznom, zanim znajdą okazję, aby poprosić cię o rękę, jest przyczyną tej właśnie rozmowy.

Co masz na myśli, macocho? - zapytała Tatiana.

Lady Heron opowiedziała mi dziś wieczór, jak bardzo unieszczęśliwiłaś jej syna. Pożalił się swojej matce, że dałaś mu kosza, zanim zdołał się odezwać.

- Chciałabyś, abym za wszelką cenę poślubiła lorda Herona! - wykrzyknęła Tatiana. - Wszyscy się z niego śmieją i wydaje mi się, że do tego jest jeszcze niespełna rozumu.

- Ma dużą posiadłość w Wiltshire, a ponadto Heronowie to bardzo zacna i stara rodzina - ucięła krótko lady Lynch.

Tatiana spojrzała na nią szeroko rozwartymi oczyma.

- Czy ty mówisz poważnie, że powinnam przyjąć oświadczyny lorda Herona?

- Mówię jak najbardziej serio, że byłaby to całkiem niezła partia dla dziewczyny bez posagu, która jest coraz większym ciężarem dla swojego ojca i jego żony.

- Jestem pewna, że tatuś nie chciałby tego.

- Twój ojciec będzie chciał tego, co ja mu będę kazała chcieć - warknęła lady Lynch - mianowicie, żebyś się ustabilizowała. Jeżeli sądzisz, że będę nadskakiwać debiutantce, gdy sama mam dopiero trzydzieści cztery lata, to chyba masz niedobrze w głowie.

Obie wiedziały, że skończyła już trzydzieści osiem, ale nie był to właściwy moment, aby bawić się w szczegóły.

- To nie był mój pomysł, żeby wziąć udział w zabawach Londyńskiego Sezonu - rzekła Tatiana po chwili. - Cieszyłam się, że pozostanę na uboczu i że będę mogła kontynuować naukę.

- I co z tego wszystkiego ma wyniknąć? - wtrąciła lady Lynch. - Chyba nie masz zamiaru poślubić kogoś, kto wypożycza książki! Nie bądź śmieszna, Tatiano! Twój ojciec cieszy się wielkim poważaniem w kołach dyplomatycznych. To normalne, że pragnie swoją córkę dobrze wydać za mąż. Jeśli chodzi o mnie, to uważam im szybciej, tym lepiej.

- Widzę, że już zadecydowałaś za mnie - odpana Tatiana.

- Wydaje mi się, że to, co mówię, nie dociera do ciebie - powiedziała lady Lynch gniewnie. - Ale chcę ci jasno uzmysłowić, Tatiano, że nie możesz się tak dalej zachowywać i trzymać mężczyzn na dystans, nie pozwalając im bliżej cię poznać i oczywiście wzbraniać im zbliżyć się do twojego ojca.

- Jeżeli nie mam zamiaru ich poślubić, to po cc mieliby rozmawiać z ojcem - odparła Tatiana.

Lady Lynch wykrzyknęła poirytowana:

- Do końca Sezonu pozostały jeszcze dwa tygodniej Jeżeli w tym czasie nie znajdziesz sobie męża, będę cię uważała za okrutnie niewdzięczną i samolubną dziewczynę, która nie ma serca dla swojego ojca. - Głos jejj stawał się coraz bardziej ostry. - Ojca nie stać na ciągłe ubieranie swojej córki, kiedy z trudem starcza nam pieniędzy na życie.

Tatiana westchnęła głęboko. Wiedziała, że to nie tylko zachłanność skłaniała macochę do wywoływania takich scen, ale także zazdrość. Żałowała każdego pensa, wydanego przez ojca na córkę.

To prawda, że mieli bardzo mało pieniędzy. Zarobki dyplomatów nie były wysokie, a sir Dominik zawsze żył ponad stan.

Zanim się ożenił, było inaczej. Tatiana i ojciec potrafili jakoś żyć w miarę dostatnio w różnych stolicach, gdzie mieszkali po śmierci matki. Ale nowa lady Lynch żądała dla siebie zbyt wiele. Sumy, jakie wydawała na swoje stroje były astronomiczne, i zawsze - Tatiana o tym wiedziała - wypraszała u ojca pieniądze na coraz to nowe kosztowności.

Jej powozy i konie musiały być bardziej eleganckie od tych, jakie miały żony innych dyplomatów. Uwielbiała ponadto różnego rodzaju rozrywki, bale i zabawy.

Zanim ojciec się ożenił, łatwiej mu było się bawić - występował bowiem częściej jako gość niż jako gospodarz. Teraz musiał sam płacić rachunki, a były one bardzo wysokie.

- Czy słyszałaś, co powiedziałam? - zapytała lady Lynch, gdy Tatiana wciąż milczała. - Masz dwa tygodnie czasu i jeżeli w tym okresie nie znajdziesz męża, to czy tego chcesz, czy nie, oznajmię lady Heron, że zmieniłaś zdanie i akceptujesz jej niespełna rozumu syna.

- Nie poślubię lorda Herona - oświadczyła Tatiana.

- Doskonale - rzekła obojętnie lady Lynch - wybierz sobie zatem innego męża. Ale mogę cię zapewnić, że tak czy inaczej przed Gwiazdką będziesz już po ślubie.

Tatiana nie miała już okazji, żeby odpowiedzieć, bo kareta zajechała pod dom na Charles Street, który sir Dominik wynajął w Londynie na pewien czas.

Po skończeniu swej misji jako ambasador w Wiedniu oczekiwał na dalsze zadania, wierząc, że po przejściu na emeryturę ambasadora brytyjskiego w Paryżu, właśnie jemu zaproponują tę posadę. Tymczasem był na urlopie i najtańszym sposobem jego spędzenia było zamieszkanie w Elizabethan Manor House w Hertfordshire, który od ponad trzystu lat był własnością rodziny Lynch.

Ważne było również to, że Tatiana mogła wreszcie "zadebiutować", jako że nie mogła tego uczynić przed rokiem. Lady Lynch także była zadowolona, mogąc uczestniczyć w atrakcjach Londyńskiego Sezonu.

Wszystko to razem jednakże pociągało za sobą znaczne wydatki i kiedy Tatiana podążała za macochą przez hall wynajętego domu, na myśl o długach ojca poczuła nagły skurcz serca. A więc wyjście za mąż mogło być jedyną drogą na ich spłacenie, tak to przynajmniej zrozumiała.

"Przyczyniłam się do jego długów - westchnęła w myśli. - Ale nawet gdybym chciała mu pomóc, to jakże mogę wyjść za mąż za kogoś, kogo nie kocham?"

Pomyślała teraz o bezmyślnej twarzy lorda Herona i wtedy także mimowolnie, ale wyraźnie ujrzała to wszystko, co wyrażał błysk w oczach lorda Crowleya. Był to błysk - nieobcy jej zresztą - który zapowiadał wiele niezręcznych sytuacji, protestów, czy wreszcie wzajemnych pretensji.

Na myśl o lordzie Crowleyu zadrżała.

"Jest w nim coś strasznego - pomyślała - coś, co napawa mnie dziwnym lękiem."

  • /pisane-noc/303-zamek-strachu/1557-zamek-strachu-rozdzia-pierwszy-1