Ranny ptak

 

 

NA WYSOKOŚCI 1100 M - do zakończenia lotu pozostały 2 minuty i 9 sekund - kapitan mógł na moment oderwać wzrok od przyrządów. Zobaczył z lewej strony straszną gmatwaninę metalu w miejscu silnika i śmigła.

- Wybuchł silnik i wciąż tam wisi - powiedział do drugiego pilota.

Umilkł. Jego Brasilia jak ranny ptak spadała resztką sił walcząc o życie. Na wysokości 600 m znaleźli się pod chmurami i Matt Warmerdam nawiązał łączność z wieżą.

- Dajcie nam domiar do lotniska.

Mieli do niego 10 km, chwilę później 7 km. Nie miało to już znaczenia, bo Brasilia nieuchronnie zmierzała w kierunku małej łąki, poletka między sosnami. Czy zdołają wylądować na tym spłachetku samolotem ważącym 11 ton przy prędkości 240 km/godz.? Czy ktoś to przeżyje?

Piloci nie byliby pilotami, gdyby na takie pytania odpowiedzieli inaczej niż twierdząco. Obaj zdawali sobie sprawę, że jedyną szansą jest lądowanie na brzuchu, bez podwozia. Walczyli z ciężko ranną Brasilią, sterowali prawie na stojąco. Z całej siły ciągnęli na siebie wolanty.

Z kabiny pasażerów Robin Fech zobaczyła przez okno... czubki drzew.

- Głowy w dół! Pozycja awaryjna! Pozycja awaryjna! - komenderowała przerażona. - Trzymać się! To będzie twarde lądowanie.

- Pomóż mi, pomóż mi ją trzymać, pomóż mi ją trzymać - błagał Ed Gannaway kilka sekund przed zderzeniem z ziemią.

Matt Warmerdam natarł ze zdwojoną siłą na stery. Myślał o żonie.

- Kocham cię, Amy! - ten ostatni krzyk zapisał się jeszcze na rejestratorze w kabinie.




 

 
Przegląd Reader's Digest 2003
Tłumaczenie: ADAM ZUGAJ

  • /pisane-noc/292-9-miniut-20-sekund/1381-pomaraczowe-byski
  • /pisane-noc/292-9-miniut-20-sekund/1379-potrzebujemy-lotniska