Trójka albo czwórka

 

 

DOKTOR PATTERSON umówił nas na konsultację ze specjalistą doktorem Edwardem Mancinim. Następnego dnia pojechaliśmy do niego do centrum Waszyngtonu. Mosiężne litery na drzwiach informowały, że jest neurochirurgiem. Rejestratorka zaprowadziła nas do jego gabinetu. Usiadłam przy drzwiach z piórem i notesem w ręku.

Po chwili do gabinetu wbiegł Mancini. Przywitaliśmy się. Wysportowany, szczupły, lekko łysiejący miał wyrazistą twarz i bystre piwne oczy. Wyjął z koperty sześć dużych czarnych negatywów i przyczepił je do wiszącej na ścianie podświetlonej tablicy. Na każdej płachcie znajdowało się 6 zdjęć pokazujących przekroje głowy mojego męża.

Wyglądały identycznie - poza jednym. W tylnej części mózgu jarzyły się dwa kółka - duże i małe. Piątka i dycha. Tom ma w mózgu dwie błyszczące monety - pomyślałam.

Doktor Mancini był zdania, że to jedno ognisko chorobowe. Choć widać dwa, to prawdopodobnie są połączone ze sobą, czego nie widać na zdjęciu. Określił je jako "wielkie".

On mówił, a ja notowałam: lewy płat ciemieniowy, w pobliżu szlaku ruchowego. Tom nerwowo przełykał ślinę, przenosząc wzrok ze zdjęć na lekarza i z powrotem. To nie dzieje się naprawdę - powtarzałam sobie.

Zapytałam, czy to nie może być infekcja. Doktor Mancini uznał to za bardzo mało prawdopodobne. Jego zdaniem był to albo przerzut nowotworu z innej części organizmu, albo glejak. Wyjaśnił, że glejaki to rodzaj guza mózgu. Stopniuje się je od I do IV w zależności od tego, czy rosną powoli (I) czy szybko (IV).

- Prawie żadne glejaki nie dają przerzutów poza mózg. To ich jedyny plus - dodał doktor.

To miało być pocieszenie? Czułam, że osuwam się w otchłań paniki, ale wzięłam się w garść. Muszę się skupić. Skoro już musimy mieć glejaka, to prosimy o numer I, najwyżej II.

- Konieczna jest operacja. Wyznaczyłem termin na początek przyszłego tygodnia. Nie możemy wykonać następnego kroku, dopóki nie mamy chorej tkanki - doktor zwrócił się do Toma.

Wyszliśmy z gabinetu jak pijani, spragnieni powietrza, światła i życia. Zeszliśmy do mrocznego podziemnego parkingu i wsiedliśmy do białego subaru Toma. Oparłam głowę na kierownicy i się rozpłakałam.

- Nie martw się - powtarzał w kółko Tom.

Zadzwonił do swego rodzeństwa i do rodziców. Potem do najbliższych przyjaciół: Richa Bakera, Wayne'a Logana i Sama Selesnicka.

Cały weekend spędziliśmy w napięciu. Krzątałam się bez przerwy, mobilizowałam siły. Zrobiłam pranie, moje ulubione i najwygodniejsze ubrania musiały być czyste - jakby ta sztuczka zapewniała mi, że we wtorek się nie rozkleję.

W niedzielę wieczorem, gdy położyliśmy się do łóżka, wskoczył między nas pies. Nim poznałam Owsleya, nie byłam miłośniczką psów, on jednak miał tyle wdzięku i serdeczności, że je polubiłam. Kiedy obaj zasnęli, wymknęłam się do gabinetu, włączyłam komputer i sięgnęłam do internetu. Znalazłam plik o guzach mózgu u dorosłych.

Podano tam wyniki 5-letnich obserwacji wszystkich czterech odmian guza. Szansę przeżycia ze stopniem III i IV wyglądały niewesoło, ale stopnień I i II napawały optymizmem. Trzeba więc trzymać się dwóch ostatnich. To będzie mała przerwa w życiorysie. Przetrwamy ją i ruszdalej - postanowiłam.

Rankiem w dniu operacji ucałowaliśmy się czule na dzień dobry i wstaliśmy z łóżka dopiero, gdy już absolutnie nie można było zwlekać. Szykowaliśmy się do wyjścia, a ja usiłowałam znaleźć właściwe słowa - "kocham cię", "niedługo tu wrócimy", "wszystko będzie dobrze".

W szpitalu pielęgniarka spojrzała na kartę Toma.

- Okay. Trepanacja. Proszę się rozebrać i założyć to - rzuciła kusy bladoniebieski fartuch zapinany z tyłu i gestem skierowała nas za zasłonę.

Mimo że byliśmy za zasłoną, denerwowało mnie, że siedzi tutaj nagi. Wyglądał tak bardzo żałośnie i bezbronnie.

Niebawem pojawił się sanitariusz i pomógł mężow wdrapać się na łóżko na kółkach. Szłam obok aż do sutereny, gdzie czekał anestezjolog.

- Do zobaczenia wkrótce. Będę tu czekać. Kocham cię - szepnęłam i pocałowałam Toma.

- Ja też cię kocham. Idź coś zjeść, nie zapomnij. Obiecujesz? - upewnił się i odwrócił wzrok.

Usiadłam w poczekalni. Około godziny 18.30 do poczekalni wszedł doktor Mancini.

- Operacja przebiegła pomyślnie. Usunąłem cały większy guz, ale mniejszego nie ruszałem, gdyż groziło to uszkodzeniem mózgu. Raport patologa będzie później, ale wygląda na czwórkę - oznajmił. Zamarłam.

- Większość pacjentów ze stopiem IV nie przeżywa dwóch lat. Znałem jednak paru takich, którzy żyli 5,7, nawet 9 lat - dodał.

Nie mogłam złapać tchu. To trwało chwile. Potem musiałam zobaczyć Toma. Leżał w grubym białym turbanie z bandaża, z maską tlenową przykrywającą nos i usta. Byłam zdumiona, że właściwie jest niezmieniony - oczy, skóra, zapach były dokładnie takie same, jak przedtem.

- Cześć, kotku - otworzył oczy.

- Cześć, kochanie. Świetnie ci idzie - powiedziałam.

Znów zapadł w sen, ale po paru minutach otworzył oczy i spytał:

- Rozmawiałaś z Mancinim?

- Tak, ale teraz najważniejsze, żebyś odpoczywał.

- Co to jest? - nalegał Tom. Wpadłam w panikę, ale pomyślałam - nie wolno kłamać.

- Jedynka, dwójka?

- Nie - byłam konkretna.

- Trójka albo czwórka?

- Tak - musiałam to powiedzieć.

Tom znów zasnął.

Kiedy w końcu siostra Toma wyciągnęła mnie ze szpitala, panowała noc. Świat był zimny i obcy, zupełnie inny niż ten, który dotąd znałam.

 


 

 
Przegląd Reader's Digest 1999
Tłumaczenie: JOLANTA KOZAK
  • /pisane-noc/290-dugie-poegnanie-sp-818/1354-roda-popielcowa
  • /pisane-noc/290-dugie-poegnanie-sp-818/1352-mylelimy-e-los-usa-na-drog-roami