Dobra pani z pociągu

 

 

W listopadzie wyruszyliśmy do przyjaciół na Florydę z zamiarem spędzenia po drodze po jednym dniu w Disneylandzie, Krainie Podwodnej i Świecie Cyrku. W pociągu poszliśmy we trójkę do wagonu restauracyjnego. Było tam aż gęsto od papierosowego dymu. Obrzydliwość! Ale i tak cieszyliśmy się spędzeniem wakacji w słońcu Florydy. Zresztą uwielbiam jeździć pociągiem. Podróż trwa dwa dni w jedną stronę, ale ma też wiele zalet - nie dzwoni telefon, o nic nie trzeba się troszczyć, w każdej chwili można się zdrzemnąć, poczytać, popatrzeć na umykający za oknem świat.

Znalazła się trójka do partyjki kart - jadący do Key West Indianin, ostrzyżony na jeża żołnierz oraz palący jednego papierosa za drugim facet z New Jersey.

Aimee i Katie usadziłem przy stoliku za moimi plecami. Chciałem spokojnie wypić kawę i pograć w karty. Przykazałem im surowo:
- Tylko żadnych łakoci, dziewczynki. Za pół godziny kolacja.

Po czym zatopiłem się na jakiś czas w pokerze, a kiedy się obejrzałem, by sprawdzić, co porabiają moje dzieci, okazało się, że ich stolik, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zapełnił się wszelkiego rodzaju batonikami, ciastkami i puszkami oranżady. Katie miała buzię usmarowaną czekoladą.
- Skąd to macie - spytałem.
- To od niej - pokazała paluszkiem Katie, a Aimee dodała:
- To wszystko zafundowała nam tamta miła pani.

W tej chwili zza pobliskiego stolika wydostała się z trudem potężna jejmość, rozpływając się nad dziewczynkami, że takie urocze i żebym nie brał jej za złe, że obdarowała je słodyczami. Podziękowałem za życzliwość, nie mając już serca wypominać poczciwej kobiecie, że zepsuła dziewczynkom apetyt na kolację.

Tajemnica wyjaśniła się po jej odejściu.
- Ta pani - oświadczyła Aimee - spytała, czy nasi rodzice nie będą mieć nic przeciwko temu, jeżeli poczęstuje nas oranżadą, a ja jej na to powiedziałam, że nie ma kogo prosić o pozwolenie, bo nasza mama nie żyje, a tata jest zajęty grą w karty.

Nim zdołałem się oburzyć, Aimee dodała:
- Wtedy ona wzięła Katie na ręce i rozpłakała się, a potem przyniosła nam to wszystko. Prawda jaka miła? Chcesz spróbować?

Dojechaliśmy wreszcie na Florydę i wyszliśmy na słońce. Widok palm, pierwszych w ich życiu, wprawił dziewczynki w zdumienie. No i upał. Kiedy wyjeżdżaliśmy z domu, w stanie Vermont byto poniżej zera. Floryda przypominała saunę.

Wynajęliśmy samochód pomalowany na pomarańczowo. W życiu nie widziałem tak kolorowego auta. Po przyjeździe do znajomych dziewczynki ubłagały, żebym im pozwolił zostać w "pomarańczy", która rzeczywiście przypominała zabawkę - wnętrze samochodu było uformowane z kolorowego plastiku, zupełnie jak w sportowym aucie lalki Barbie.

Następnego dnia wybraliśmy się do Disneylandu i dziewczynki po raz pierwszy ujrzały Krainę Czarów. Czarów istotnie nie brakowało. Katie z początku tuliła się do mnie ssąc palec w buzi, a na widok zbliżającego się ku nam ogromnego przebierańca - myszy albo chomika - dosłownie wskoczyła mi na plecy.

Natomiast Aimee była oczarowana. Nie mogła się napatrzeć dziwom, szczególnie kiedy naszym oczom ukazał się zamek Kopciuszka. Nawet na mnie zrobił on wrażenie. Przypomniałem sobie, że Kopciuszek też stracił matkę. Po chwili przed zamkiem pojawił się sam Kopciuszek, witając zgromadzony tłum. Dziewczyna podeszła do Aimee i biorąc ją za rączkę, spytała, skąd jesteśmy. Aimee patrzyła na nią okrągłymi z zachwytu oczami, z otwartą buzią. Kiedy odchodziliśmy, paplała jak w transie:
- Widziałeś tato, jaką miała sukienkę? A włosy? Jaka ona jest piękna! Prawda Katie? Jaka ona piękna! Katie pokręciła głową. Ale i ona znalazła coś dla siebie. Podczas oglądania parady przytulała mi do piersi rozpromienioną buzię. Cieszyłem się, widząc radość dziewczynek. Wycieczka do Krainy Czarów przypomniała mi, jak może wyglądać normalne rodzinne życie.

Po spędzeniu na Florydzie jeszcze pięciu cudownych dni, zostawiliśmy "pomarańczę" na dworcu kolejowym. Aimee w dalszym ciągu rozprawiała o Kopciuszku, ale już z większym dystansem.
- Ona oczywiście nie jest prawdziwa. To tak jak Święty Mikołaj - tłumaczyła Katie.

Gdy tylko wsiedliśmy do pociągu, Aimee zaczęta nas ciągnąć do wagonu restauracyjnego. Chciała jak najprędzej przywitać się z dobrą panią od łakoci i opowiedzieć jej o Kopciuszku.





 



Przegląd Reader's Digest 1996
Tłumaczenie: Ewa Krasińska

  • /pisane-noc/197-y-od-nowa/965-egnajcie-wspomnienia
  • /pisane-noc/197-y-od-nowa/963-koty-zdechlaki