Teściowa, synowa, paralizator i poduszka (1) - Po urodzinach do aresztu

 

Ewa O. jest synową Stanisławy O. od ponad 20 lat. Ponoć przez cały ten czas kobiety żyły w zgodzie. Ponoć nigdy nie doszło między nimi do kłótni czy sprzeczki. Aż nadszedł grudzień 2009 roku...

Prawie jej nie widać, kiedy korytarzem sądowym idzie między dwoma policjantami. Ewa O. jest niska, drobna, szczupła. Na ławie oskarżonych też jest ledwie zauważalna. Niknie na tle wielkiego mebla. Czy ta niepozorna kobieta mogła chcieć zabić swoją teściową? Zdaniem prokuratury - jak najbardziej tak. A powodem miały być pieniądze.

Motyw?

Do czasu aresztowania Ewa O. wiodła raczej spokojne i normalne życie. Starsza córka skończyła Akademię Medyczną, założyła rodzinę i, jak to się mówi, poszła na swoje. Syn, choć jeszcze mieszkał z matką, pracował na siebie. Wspólne mieszkanie nie stanowiło zresztą problemu, bo kobieta ma duże trzypokojowe mieszkanie. Od lat sama też pracuje.

Trudno jednak nazwać życie oskarżonej sielanką. Dwa lata temu Ewa O. owdowiała. Jej mąż długo chorował przed śmiercią. Po jego odejściu został smutek, ból i długi do spłacenia. To właśnie te długi były, zdaniem prokuratury, motywem działania kobiety.

To było gdzieś w połowie grudnia ubiegłego roku. Synowa przyjechała do swojej teściowej bez zapowiedzi, ale jej wizyta nie zdziwiła starszej pani. Ewa O. należy ponoć do tych osób, które pamiętają o każdej rocznicy, urodzinach czy imieninach najbliższych. Tymczasem zbliżały się urodziny Stanisławy S., dlatego odwiedziny nie były zaskoczeniem. Ewa O. złożyła życzenia. Wręczyła kwiaty. Jubilatka ugościła ją winem, kawą i ciastem. Po jakimś czasie synowa wyszła. Spieszyła się na autobus. Mieszka bowiem w Bełchatowie, zaś pani Stanisława w Pabianicach. Niedługo potem Ewa O. wróciła. Twierdziła, że autobus jej uciekł, a że było już koło godziny 21, wolała na następny poczekać w ciepłym mieszkaniu niż na przystanku.

Do tego mniej więcej momentu relacje obu pań z tego wieczoru są takie same. Potem każda z nich opowiada inną historię. Stanisława O., najkrócej mówiąc, twierdzi, że została napadnięta przez synową, która najpierw za pomocą paralizatora a następnie poduszki, chciała ją zabić. Prokuratura przyjęła wersję kobiety za prawdziwą i oskarżyła Ewę O. o usiłowanie zabójstwa teściowej.

Po odczytaniu aktu oskarżenia Ewa O. stwierdza krótko:

- Nie przyznaję się.

W sądzie kobieta nie zamierza milczeć. Opowiada swoją wersję wydarzeń.

Wersja Ewy

Finanse oskarżonej nie wyglądają najlepiej. Jak sama przyznaje, ma mniej więcej 120 tysięcy złotych długu. To pożyczki, kredyty,przekroczone limity na kartach. Co miesiąc oddawała do banków po trzy, cztery tysiące złotych. Czasem więcej. W spłatach rat pomagały jej często dzieci, bo jej pensja była za mała. Praktycznie po spłaceniu zadłużeń kobieta nie
miała już z czego żyć. Pewnie dlatego pożyczała dalej - a to od znajomych, a to od teściowej.

To była prawdziwa spirala długów. Być może dlatego właśnie Ewa O. złożyła teściowej propozycję. Chciała, żeby starsza pani sprzedała swoje pabianickie mieszkanie i przeprowadziła się do niej, do Bełchatowa. Pieniądze z tej sprzedaży z pewnością rozwiązałyby problemy finansowe oskarżonej. Jednak Stanisława O. kategorycznie odmówiła synowej.

Dwa tygodnie po złożeniu owej niefortunnej propozycji Ewa O. wybrała się do teściowej z kwiatami na zbliżające się urodziny. Bezspornie ustalono, że oskarżona na pewno miała wówczas przy sobie paralizator.

- Nie użyłam go - tłumaczyła w śledztwie kobieta. - Jedynie trzymałam go w ręku, a poza tym on nie działał.

- Czy na urodziny zawsze przychodzi pani z paralizatorem? - pyta już w czasie procesu sędzia Jarosław Papis.

- Nosiłam go dla własnego bezpieczeństwa - wyjaśnia oskarżona. - Po prostu czasem późno wracam z pracy.

Ewa O. opowiada, że gdy po raz drugi weszła do mieszkania teściowej, chciała zapalić papierosa.

- Jak szukałam w torbie zapalniczki, wyjęłam z niej paralizator - mówi przejęta. - No i wtedy zapytałam mamę, czy nie przeprowadziłaby się do nas. Nie wiem, czy zdenerwowały ją moje słowa, czy wystraszyła się tego paralizatora, ale złapała mnie wtedy za ramiona i zaczęła krzyczeć, że nie sprzeda mieszkania.

To miał być - zdaniem oskarżonej - początek szarpaniny, do której doszło między kobietami.

- Szarpanina była, ale to teściowa ją zaczęła - mówiła jeszcze w śledztwie, a w sądzie dodaje: - Nie mogłam sobie poradzić z teściową.

- A ile lat ma teściowa? - dopytuje sąd.

- Chyba 76?

- Pani ma 46 i nie mogła poradzić sobie z teściową? - pada retoryczne pytanie sądu.

Dopiero na kolejnej rozprawie sąd zapyta obie kobiety o ich wagę i wzrost. Według tego, co podały, Ewa O. ma 158 centymetrów wzrostu i waży zaledwie 48 kilogramów zaś jej teściowa przy wzroście 165 centymetrów waży 75 kilogramów.

W trakcie śledztwa jak i w sądzie oskarżona pytana jest o poduszkę, którą, jak twierdzi Stanisława O., miała być duszona.
- Przyłożyłam do ust teściowej poduszkę - kobieta nigdy tej wersji nie zaprzeczała. - Chciałam, żeby się uspokoiła, wyciszyła i przestała krzyczeć. Wtedy ona zaczęła wołać: „Ratunku! Chce mnie zabić!". Te słowa mnie poraziły. Wystraszyłam się, bo przecież nic nie chciałam jej zrobić.

Ewa O. podkreśla, że pieniądze nie były głównym powodem propozycji, jaką złożyła Stanisławie O.

- Mama zaczęła chorować - wyjaśnia oskarżona. - Mówiła często, że nie daje sobie rady z zakupami. Przeprowadzkę zaproponowałam, żeby się nią zająć, ale ona nie chciała o tym słyszeć. Mówiła, że w Pabianicach ma swoje koleżanki, lekarza, kościół.

Chciała zabić?

Odgłosy szarpaniny czy też walki usłyszeli sąsiedzi pani Stanisławy O. Jeden z nich wszedł do mieszkania kobiety:

- Obie panie siedziały na podłodze - zeznawał w czasie śledztwa Leszek K. - Twarzami były zwrócone do sieBIE. Wtedy sąsiadka powiedziała: "Ona chce mnie zabić" i wskazała na swoją synową.

Na prośbę starszej pani wezwano policję.

- Obie kobiety wyglądały, jakby doszło do walki - zeznaje przed sądem jeden z funkcjonariuszy. - Młodsza była taka bardziej wystraszona i zaskoczona. Natomiast ta starsza była zdenerwowana. Dopiero na pytanie, co się stało, ta starsza zaczęła nam opowiadać.

- A młodsza? - pyta sąd.

- Zapytaliśmy synową, dlaczego dusiła teściową poduszką?

- I co powiedziała?

- Powiedziała, że tylko wtedy mama nie krzyczała.

Ewa O., która siedzi raczej przygaszona, tym razem z zainteresowaniem słucha zeznań policjantów. Nieraz przecząco kiwa głową. Co jakiś czas szepcze coś do swojego adwokata.

Sąd jest ciekawy, na jakiej podstawie policjanci rozpoczęli dochodzenie. Czy wystarczyło im tylko to, co usłyszeli od Stanisławy O.? Dlaczego na miejsce wezwano techników? I co usłyszeli od Ewy O.?

- Młodsza z kobiet mówiła, że to była tylko kłótnia i nie trzeba było wzywać policji - zapamiętał jeden z policjantów.

- A czy nie było tak, że oskarżona chciała wyjaśniać, a panowie jej zabronili i nie kazali nic mówić? - do przesłuchania włącza się mecenas Marek Dygas.

- Tak, tak - mówi cicho Ewa O. i w tym momencie całkowicie się rozkleja. Po jej szczupłej twarzy ciurkiem lecą łzy.

- Nie przypominam sobie - stwierdza przesłuchiwany policjant.

- A nie jest zwykle tak, że podejrzanej osobie każe się milczeć do czasu, aż skończy mówić osoba pokrzywdzona? - dopytuje sędzia Papis.

Jednak świadek jakby nie zauważył pytania sędziego. Nic nie mówi.

- Przecież te panów zeznania są przesiąknięte informacjami od pokrzywdzonej - kontynuuje sędzia.

- Generalnie staramy się słuchać obu stron - pada w końcu z ust świadka.

- Generalnie? Aha. A dokładnie jak było? - drąży sąd.

- Ja chciałam mówić - odzywa się nagle oskarżona. Mówi z trudem, bo nie może powstrzymać się od płaczu.

- Chciałam wtedy mówić, wysoki sądzie, ale ten pan mi zabronił - kobieta wskazuje na świadka.

- Dlaczego pani płacze? - pyta zdziwiony sędzia Papis.

- To emocje. To wszystko przez emocje, nie mogę sobie z nimi poradzić - tłumaczy oskarżona.

- To proszę się uspokoić - poucza kobietę sędzia. - Łzy to nie jest sposób na sąd.

Oskarżona wyciera twarz. Bierze głęboki oddech. Powoli wraca do równowagi. I stara się jak najbardziej spokojnie mówić. Twierdzi, że policjanci, którzy przyjechali do mieszkania Stanisławy O., rozmawiali tylko z jej teściową. Pani Ewie zadali zaledwie kilka pytań. Nie chcieli słuchać jej wyjaśnień.

Po tej opowieści sędziowie w milczeniu przenoszą wzrok na świadka. Niewątpliwie chcą poznać jego wersję.

- Mogło tak być... - mówi coraz mniej pewnie policjant. - Chodziło jednak bardziej o to, żeby oskarżona po prostu nie wchodziła w słowa pani pokrzywdzonej.

- Tak dla porządku? - dopytuje jeszcze sędzia.

Świadek kiwa tylko głową na znak, że się zgadza.


KATARZYNA PASTUSZKO

 


W NASTĘPNYM ODCINKU: Stanisława O. jest pewna, że synowa chciała ją udusić. Mało tego, starsza pani jest także przekonana, iż Ewa O. od dłuższego czasu podtruwała jej jedzenie. Obciążać i oskarżać o to podtruwanie to jednak nie będzie, bo jak sama mówi, na to dowodów nie ma.

 

Źródło: ANGORA nr 45, 7 października 2010

  • /czytelnia3/476-teciowa-synowa-paralizator-i-poduszka/3289-teciowa-synowa-paralizator-i-poduszka-2-ona-chciala-mnie-zabi