Najgłupsi przestępcy

 

Ten ranking otwiera trójka "niezwykle inteligentnych" dilerów narkotyków z Łodzi, która postanowiła przekroczyć granicę na pięć minut przed jej otwarciem, czyli przystąpieniem Polski do układu z Schengen. Dilerów zatrzymano do rutynowej kontroli na przejściu w Świecku i znaleziono przy nich 300 tabletek ecstasy i niewielkie ilości heroiny. Święta spędzili w areszcie.

 

 


Amator cudzych majtek

Niestety, warszawiacy też potrafią zaskoczyć policjantów. Właścicielka mieszkania w bloku przy ul. Modlińskiej wróciła z zakupami do domu. Chciała skończyć gotowanie obiadu dla męża, który za chwilę powinien przyjść z pracy. Kiedy zdejmowała w przedpokoju buty, usłyszała mlaskanie dochodzące z kuchni. Była przekonana, że to jej małżonek wcześniej przyszedł do domu i zajada się niedokończonym obiadem. Już chciała mu zwrócić uwagę na niekulturalne zachowanie, kiedy z przerażeniem stwierdziła, że zupę z garnka wyjada zupełnie obcy mężczyzna. Kobieta zaczęła wzywać pomocy. Wtedy złodziej rzucił się do ucieczki. Nie udało mu się, ponieważ na pomoc kobiecie przybiegli sąsiedzi. Przytrzymali podżeracza i przekazali policji. Funkcjonariusze szybko ustalili, że rabusia nie interesowały pieniądze ani sprzęt RTV. Zabrał ze sobą trzy zapalniczki. Po dokładnym sprawdzeniu wyszło też na jaw, że zginęły również świeżo Wyprane slipki pana domu. Przestępca nie chciał jednak zostawić swojej ofiary bez bielizny. W zamian w szafce odłożył swoją brudną.

Na komisariacie 41-letni Grzegorz W. tłumaczył, że nie chciał niczego ukraść. Wszedł do mieszkania, aby coś zjeść. Rozbawieni do łez policjanci chcieli się dowiedzieć, czemu złodziej zdecydował się na szybką zmianę bielizny.

- Szkoda, ale na to pytanie, niestety, nie chciał nam odpowiedzieć - tłumaczą funkcjonariusze z Białołęki.

Policjanci mieli ubaw, ale prokurator podszedł do sprawy już zupełnie poważnie. Złodziej slipek dostał zarzut kradzieży z włamaniem. Co ciekawe, pół roku wcześniej zatrzymany rabuś wyszedł z więzienia, gdzie siedział trzy i pół roku także za włamanie.

Prawdziwą plagą w stolicy są kradzieże radioodtwarzaczy z zaparkowanych samochodów. Sprawcy tych przestępstw zazwyczaj unikają zatrzymania. Na szczęście zdarzają się też sytuacje, kiedy śledczy nie mają najmniejszego problemu z ustaleniem tożsamości przestępców. Takim "fachowcem" od kradzieży okazał się pewien 22-letni mieszkaniec bloku przy ul. Majewskiego. Wrześniową nocą wybrał się na parking przy ul. Bohdanowicza. Tam wybił szyby w trzech zaparkowanych samochodach i zabrał z nich panele z radioodtwarzaczy. Działalność młodzieńca zauważył jeden z mieszkańców sąsiedniego bloku. Wezwał policję. Kiedy patrol zjawił się na miejscu, po rabusiu nie było już śladu. Przestępca wpadł, bo w jednym z okradzionych samochodów policjanci znaleźli telefon komórkowy. Śledczy na początku myśleli, że aparat należy do właściciela auta. Ten jednak przyznał, że pierwszy raz widzi go na oczy. Po sprawdzeniu okazało się, że numer jest zarejestrowany na 22-letniego Daniela R Oczywiście policjanci oddali go właścicielowi, ale ten niezbyt ucieszył się ze zwrotu aparatu. W pakiecie z telefonem dostał zarzuty dotyczące trzech włamań do samochodów.

Pięta achillesowa

Głupie wpadki zdarzają się nie tylko drobnym rabusiom. Stołeczni policjanci przez pół roku próbowali namierzyć bandytę, który w sobotę wielkanocną napadł z bronią w ręku na sklep Biedronka w Legionowie. Po kilku miesiącach ustalili, że sprawca pojawia się na Pradze-Północ. Po paru dniach obserwacji poszukiwany bandyta w końcu zjawił się w pilnowanym przez policjantów miejscu. Wraz ze swoim znajomym przyjechał alfą romeo. Wywiadowcy ruszyli za samochodem. Kiedy mężczyźni zorientowali się, że śledzi ich radiowóz, zdecydowanie przyspieszyli, nie przestrzegając przepisów. Próbowali nawet rozjechać blokujących im drogę policjantów. Wtedy na pomoc zostali ściągnięci stołeczni antyterroryści. Przestępców nie odstraszyły strzały ostrzegawcze. Szaleńczy rajd skończył się na ul. 11 Listopada, gdzie ścigani porzucili alfę i dalej uciekali pieszo. Pierwszy został zatrzymany 28-letni Daniel J., który był poszukiwany przez niemiecką policję. Jednak funkcjonariuszy bardziej interesował Marcin N., który okradł Biedronkę. Ten nie dawał za wygraną, mimo że był postrzelony w piętę. Niemal zniknął z oczu ścigających go policjantów. Wtedy postanowił, że dalej będzie uciekał samochodem. Zatrzymał przypadkowe auto, w którym siedziały dwie osoby. Otworzył drzwi i próbował wyrzucić z pojazdu kierowcę. Jak się później przekonał, był to duży błąd. Po chwili leżał już na ziemi. Okazało się, że autem podróżowała policjantka po służbie oraz jej ojciec, były funkcjonariusz.

Do grona najgłupszych tegorocznych przestępców dołączył także pewien diler z Ursusa. Kryminalni z Ochoty w kwietniu urządzili zasadzkę na ul. Szancera, ponieważ mieli informację, że handluje się tam narkotykami. Po kilku godzinach obserwacji mieli już wracać do komendy, gdy jeden z nich postanowił, że wyjdzie z auta, aby rozprostować nogi. Wtedy podszedł do niego młody chłopak i przywitał się. Nie chodziło mu jednak tylko o podanie dłoni, w ten sposób przekazał zawiniątko. Policjant w cywilnym ubraniu nie miał wątpliwości, że diler pomylił go ze swoim klientem.

Kiedy 22-latek wyciągnął rękę po pieniądze za towar, policjant założył mu kajdanki. Ten był tak zszokowany, że przez chwilę stał jak wryty. Dopiero po chwili powiedział: - O ku... i próbował rzucić się do ucieczki. Ale na to było już oczywiście za późno.

Do trzech razy sztuka

Bandyci doskonale wiedzą, że nie powinno się wracać na miejsce przestępstwa. Nie wszyscy są jednak na tyle rozważni i wracają nawet po... trzy razy. Na początku stycznia jednemu ze sprzedawców ze sklepu Factory zginął portfel, w którym było kilka tysięcy złotych. Okradziony zgłosił się na policję. Funkcjonariusze sporządzili portret pamięciowy złodzieja i przekazali go ochronie sklepu. Już następnego dnia ochroniarz zauważył w sklepie mężczyznę, który odpowiadał rysopisowi. Podszedł do młodego człowieka i poprosił go na zaplecze. Złodziej zorientował się, że wpadł. Aby się ratować, zaatakował ochroniarza nożem, rozpylił gaz i wyskoczył przez okno.

Pracownik zadzwonił na policję. Funkcjonariusze od razu pojechali do sklepu. Kiedy przejrzeli nagrania z monitoringu, zauważyli bardzo ważny szczegół. Złodziej uciekł na piechotę. Zapomniał o swoim samochodzie. Policjanci byli pewni, że mężczyzna przyjdzie po auto. W końcu już raz wrócił na miejsce kradzieży... Nie mylili się. Już kilkanaście minut później zauważyli taksówkę, która wjeżdża na sklepowy parking. Pasażerem był poszukiwany złodziej.

Pewien mężczyzna próbował ukraść zaparkowany samochód. Kiedy już miał uruchomić silnik, zauważył dwóch policjantów idących w kierunku auta. Ci byli na tyle daleko, że mógł spokojnie uciec. Postanowił jednak wybrać inną kryjówkę. Niewiele myśląc, wszedł pod wóz. Policjanci, przechodząc obok auta, zwrócili uwagę, że ma uszkodzoną stacyjkę. Zauważyli też, że spod pojazdu wystają nogi złodzieja... (...)

SEBASTIAN SULOWSKI

Tytuł oryginalny: "Najgłupsi, czyli przestępcy, których pogrążył rok 2007"

  • /ciekawostki/443-kryminalia/2770-jak-u-hitchcocka-zabojcze-szpony-sowy
  • /ciekawostki/443-kryminalia/450-powieku-w-areszcie