Wilcze dziecię

 




 

W rok po tajemniczym zniknięciu w lasach zachodniej Kanady i długotrwałych daremnych poszukiwaniach 6-letnia Joan E. Sandler nieoczekiwanie stanęła w progu domu swych rodziców. Z opowieści dziewczynki wynika, że cały ten okres spędziła pod baczną opieką starej samotnie żyjącej wilczycy!
- Straciliśmy już wszelką nadzieję - powiedziała uszczęśliwiona matka małej Joan. - To prawdziwy cud. Nad naszą córeczką musiała czuwać Opatrzność i wyjątkowo życzliwe Opiekuńcze Duchy Przyrody.

Rok wcześniej dziewczynka, mieszkająca z rodzicami w słabo zaludnionej okolicy, na północ od Fort St. John, nie powróciła z popołudniowej zabawy na śniegu. Całonocne poszukiwania nie przyniosły żadnego rezultatu, podobnie jak zorganizowana nazajutrz wyprawa z udziałem miejscowych policjantów, ochotników i traperów. Odkryto jedynie ślady dziecięcych nart biegnące wzdłuż zbocza, z którego zeszła niewielka lawina oraz mnóstwo wilczych tropów.
- Przyjaciele usiłowali nas pocieszać - wspomina pani Sandler - ale z wyrazu ich twarzy wyczytałam, że przewidują najgorsze. Przewidywania te potwierdziły rezultaty kolejnych wypraw poszukiwawczych. Nie znaleziono ani dziewczynki, ani choćby skrawka jej odzieży.

Niektórzy nawet podejrzewali, że dziecko zostało uprowadzone.

Dokładnie rok później, ubrana w łachmany, brudna i wychudzona Joan zjawiła się na werandzie rodzinnego domu. Była zalękniona i niepewnie spoglądała za siebie, w kierunku lasu. Na widok matki zaczęła histerycznie szlochać. Tego wieczora powiedziała tylko jedno zdanie: "Doggie pozwoliła mi wrócić".
- Joan jest bardzo inteligentnym dzieckiem, ale zasób jej słów z oczywistych względów uległ zubożeniu - stwierdził psycholog dr David Olsen. - Niemniej podczas sesji terapeutycznej zdołaliśmy ustalić przebieg wydarzeń sprzed roku. Tamtego dnia, zjeżdżając ze wzniesienia dziewczynka pociągnęła za sobą lawinę. Przy upadku doznała złamania kości udowej oraz paru mniejszych obrażeń. Wkrótce otoczyła ja wataha wilków, którym przewodziła stara wadera. Właśnie ona uratowała Joan życie, odpędzając od niej innych członków stada. Na pół omdlałą, sparaliżowaną ze strachu dziewczynkę zawlokła potem do swojej kryjówki i tu stała się rzecz niezwykła: wilczyca uznała ludzkie dziecko za własne szczenię.

W dalszym ciągu relacji doktora Olsena następuje obszerna opowieść o trosce, jaką dzikie zwierzę otoczyło małego człowieka, a także o wielu podejmowanych przez Joan próbach ucieczki, które "Doggie" - jak dziewczynka nazywała swoją opiekunkę - natychmiast i agresywnie udaremniała.
- Stara wilczyca nigdy nie pozwoliła jej odejść dalej niż kilkadziesiąt metrów od legowiska - kończy dr Olsen. - Nadszedł jednak dzień rozstania i wówczas zastosowała wobec Joan taktykę znaną psom pasterskim pilnującym owiec, kierując ją w stronę najbliższych siedzib ludzkich. Kiedy dziewczynka dotarła na skraj lasu, "Doggie" zniknęła między zaroślami.

Dziennikarze z zachodniej części Kanady nie mogą wyjść z podziwu nad tą niewiarygodną historią. Tymczasem w okolicach Fort St. John obowiązuje ścisły zakaz polowania na wszelkie zwierzęta.





Na podstawie: Świat wokół nas Nr 2/1997

  • /biblioteka/55-dziwne/1342-williamsonowie