Ani słowa bez zmrużenia oka (5) - Motyli słuch

Motyli słuch

ZNAM PRZYJEMNIEJSZE pobudki. Rankiem pod koniec stycznia ocknąłem się, bo pochylony nade mną okulista zaszywał mi igłą z nitką powieki prawego oka. Jakby cerował skarpetkę. Przeszył mnie nieracjonalny strach. A jeżeli z rozpędu zaszyje mi również lewą powiekę, jedyną więź ze światem, jedyną szczelinę w moim kokonie? Okazało się, że nie pogrążyłem się w ciemnościach. Lekarz starannie pakował przybory do szycia do wyściełanych metalowych pudełek.

- Pół roku! - warknął na koniec.
Zdrowym okiem wystrzeliłem serię pytajników, ale ten człowiek, który codziennie zagląda ludziom w źrenice najwyraźniej nie umiał zrozumieć zwyczajnego spojrzenia. W końcu dowiedziałem się, dlaczego zapieczętował mi oko na pół roku - groziło mi owrzodzenie rogówki.

Wśród rozlicznych dolegliwości towarzyszących zespołowi zamknięcia poudarowego najgorsze są duże zaburzenia słuchu. Prawe ucho zupełnie nie działa, natomiast lewe bardzo wzmacnia i zniekształca dźwięki dochodzące z odległości większej niż 3 metry. Kiedy samolot z reklamą parku rozrywki leci nad pobliską plażą, mógłbym przysiąc, że do bębenka wszczepiono mi młynek do kawy.

Ale ten dźwięk niebawem ucichnie. Znacznie bardziej dokucza ustawiczny rumor dobiegający z korytarza, gdy ktoś zapomni zamknąć drzwi. Obcasy dudnią po linoleum, zderzają się wózki, ryczą radia, których nikt nie słucha, a zagłuszająca to wszystko froterka tworzy z dźwięków przedsionek piekła.

Kiedy wraca błogosławiona cisza mogę posłuchać motyli trzepoczących mi w głowie. By ułowić je uchem trzeba się ogromnie skupić, bo uderzenia ich skrzydeł są ledwo słyszalne. Wystarczy głośniejszy oddech, żeby je zagłuszyć. Zadziwiające - słuch mi się nie poprawia, a słyszę je coraz lepiej. Widocznie mam motyli słuch.


Moi RELIGIJNI, PODRÓŻUJĄCY po świecie przyjaciele wezwali ze wszystkich zakątków kuli ziemskiej najrozmaitsze bóstwa do opieki nade mną. Usiłuję jakoś zorganizować tę całą duchową energię, wyznaczyć każdemu przywołanemu duchowi konkretne zadanie. Jeden z kolegów zwerbował kapłana z Kamerunu, żeby sprowadził na mnie łaskę bogów Afryki - przydzieliłem mu prawe oko. W sprawie kłopotów ze słuchem zdaję się na zażyłość mojej kochanej teściowej z braciszkami ze zgromadzenia w Bordeaux.

Ale te wysokie protekcje to zamki na piasku w porównaniu ze skromną modlitwą, którą moja córka Celeste co wieczór przed zamknięciem oczu wznosi do jej Pana Boga. Ponieważ oboje zasypiamy mniej więcej o tej samej porze, wyruszam do krainy snu z tym cudownym talizmanem, który chroni mnie od wszelkich nieszczęść.

 

 



Przegląd Reader's Digest 1999; Tłumaczenie: ANNA KOŁYSZKO 

  

 

W następnym odcinku:

Cienie za szybą

  • /pisane-noc/542-ani-sowa-bez-zmruenia-oka/4144-ani-sowa-bez-zmruenia-oka-6-cienie-za-szyb
  • /pisane-noc/542-ani-sowa-bez-zmruenia-oka/4118-ani-sowa-bez-zmruenia-oka-4-obsada-przedstawienia