- Rozmowa z FRANCISZKIEM STAROWIEYSKIM, malarzem, kolekcjonerem kobiet
- Trzech modelek (w tym Polki) nie dopuszczono na wybieg w Madrycie, bo były za chude. To dobry sygnał dla normalnych kobiet, przecież niemal każda z nas ma parę kilogramów za dużo. Jednak wciąż zmuszają nas do tego, by przeciwstawiać swój wizerunek wizerunkowi zasuszonej 15-latki ze skórą wyczyszczoną komputerowo i z zagęszczonymi włosami. Jak tu żyć, mistrzu?
- Nie porównywać się z nikim. „Jestem, jaka jestem" - to powinno być podstawą kobiecego myślenia. Prawie nie ma na świecie kobiet, które naprawdę są brzydkie. Ale i dla tych jest mnóstwo możliwości i dróg do piękna, jednak o tym powiem na końcu. Teraz rozmawiajmy o 90 procentach kobiet.
- Dobrze. Jak rozpoznać swoje atuty? - Odrzucić wstyd i stanąć nago przed lustrem. Kiedy ostatni raz oglądała się pani nago w lustrze? Każdą pytam - kiedy robiłaś to ostatni raz? Rumienią się i nie potrafią odpowiedzieć. Stając przed lustrem, trzeba odrzucić wszystkie natrętne obrazy sztucznej nagości z reklam i filmów, które pokazują się przed oczami. Kiedy byłem w liceum, na pierwszej lekcji wychowania fizycznego nauczyciel powiedział do mnie: „Co się tak chowasz z tyłu, podejdź no mi tu i zaśpiewaj pełnym głosem Kwiat paproci!". Cała klasa wybuchneła śmiechem. Do dziś pamiętam, jak złamałem w sobie lęk i wstyd, tak jakbym łamał żelazną sztabę.Po prostu. Zaśpiewałem pełnym, niemal operowym głosem. - Czyli stajemy prosto i zrzucamy szlafroki... - Zrzucamy, ale niekoniecznie stajemy prosto. Może się okazać, że najlepiej wyglądasz, stojąc na spocznij, w lekkim rozkroku czy ze skrętem górnej części ciała. Trzeba znaleźć swoją najkorzystniejszą pozycję, ten pojedynczy ruch, a potem tę sekwencję ruchów, w której „jestem, jaka jestem", i staje się ideałem. Utworzył się koszmarny standard - wszystkie dziewczyny, które nam się prezentuje teraz jako piękne - czy to są modelki, czy aktorki, czy Miss Polonie - są identyczne. A przecież piękno to niuanse. Kobieta to nie frak, który ma zawsze, kubek w kubek, wyglądać tak samo. Nie ideał, a różność podnieca.
- Porównywane z ideałem, wszystkie jesteśmy grube. Idealna żona bohatera jednej z powieści Toma Clancy'ego ma 180 cm wzrostu i waży 58 kg. - To chyba niemożliwe. Poza tym nie można operować kategoriami wagi, oceniając urodę kobiet, wszystko tu jest względne. Są dwie dziewczyny. Jedna waży 80 kilo i jest piękna, druga waży 48 i też jest piękna. Kiedy 80-kilowa schudnie do 60, stanie się chudą szkapą. Kiedy chuda utyje do 60, będzie spasionym babskiem. Każda ma swoje proporcje, swoją naturalną wagę, w której jest piękna, a ile waży - to nieistotne. Kiedyś, w latach 60., miss gołej plaży w Kazimierzu została miejscowa poetka, która ważyła 81 kilo.
- Ale współczesne kobiety zostały tak wytresowane, że chcą być szczupłe jak Victoria Beckham i muszą mieć wielkie usta jak Angelina Jolie czy Scarlett Johansson. - Są piękne kobiety z dużymi ustami i piękne z wąskimi. Najgorsze, co można zrobić, to wpychać w wargi silikon. To widać i czuć, twarz traci proporcje, uśmiech staje się grymasem. Najlepiej przed lustrem wybrać taką minę, z którą wygląda się idealnie. Każda kobieta ma swoją doskonałą minę i rodzaj mimiki. I warto pozbyć się zwyczaju wykrzywiania ust w podkówkę - jeśli tego nie zrobimy do czterdziestki, wygięte w bolesnym grymasie usta zostaną nam na zawsze.
- W jakimś kobiecym czasopiśmie przeczytałam, że obecnym ideałem jest kobieta o kształtach młodego chłopca, ale MUSI mieć do tego duży biust. To wykonalne? - Chyba tylko operacyjnie. Ku przestrodze dla tych kobiet, co chcą sobie powiększyć cycki, powiem tyle - sztuczny biust to najobrzydliwsza w dotyku rzecz, jaka istnieje na świecie. Miałem kiedyś w ręku parę nadmuchanych cycków. To była przykrość. W ogóle koszmarem jest przesąd o tym, że cycki muszą być sterczące. Takie mają kozy. Najpiękniejszy jest duży, nieco za ciężki cyc. Na mazanie się, dotyczące wiszących cycków, odpowiadam - cyc nie kutas, nie musi stać. Musi być taki, aby móc wziąć go w rękę, zważyć i poczuć własność.
- Co z brzuchem? Jodie Foster robi brzuszki, wisząc głową w dół na drążku. Bo brzuch ma być nie tylko płaski, ale nawet zapadnięty.
- Dziewczyny mają bardzo dziwne pomysły co do swojej urody! Jedna z najgłupszych zasad to ta, że kobieta ma mieć „tarkę". Kobieta MUSI MIEĆ TROCHĘ BRZUCHA. Wszystkie obecne akty - proszę spojrzeć - modelki mają powciągane brzuchy, ale przez to wyraz twarzy idiotyczny, napięty, szyja naciągnięta, bolesne spojrzenie. Bo przyjmuje nienaturalną dla kobiety pozycję.
- A ramiona? Podobno idealne ma Anna Wintour, redaktor naczelna amerykańskiego „Vogue'a", jedna z naj-chudszych sław świata. Mówią o niej, że jest ideałem, bo ma zawsze napięty każdy mięsień.
- Nienawidzę chudych ramion. Brzydzę się ich chyba jeszcze bardziej niż sztucznych cycków. A co do napięcia mięśni - dobrze jest trzymać się prosto i wyciągać szyję, bo jest największym atutem kobiecej urody, ale zbytnie napięcie mięśni powoduje wytrzeszcz oczu. Ta pani pewnie bardzo wytrzeszcza oczy? - Wytrzeszcza. Ale myślę, że jesteśmy w stanie wytrzymać wytrzeszczanie oczu, napięte jak struny mięśnie, byle tylko zachować przynajmniej pozór tego, na czym nam najbardziej zależy - młodości. Bo starość jest nie tylko okropna, ale i niemodna. - W dzisiejszych czasach właśnie bardzo wydłużył się wiek poborowej! (diabelski chichot). Kobiety są atrakcyjne prawie przez całe życie. Dzięki dobrej medycynie, kremom. A żeby być atrakcyjną do późnego wieku, trzeba uprawiać odpowiednią gimnastykę. Codziennie, podczas domowych czynności, zapewnić każdemu mięśniowi pełnozakresowy ruch. Przysiad, obrót bioder, pełny ruch ramion. Dobrze jest też ćwiczyć poczucie równowagi zapaśnika - to daje pewność siebie w sposobie chodzenia i ładną postawę. Byłem bokserem wagi półciężkiej, ale nawet w najlepszych czasach nie mogłem przewrócić zapaśnika.
- Z listy najbardziej znienawidzonych defektów kobiecej urody zostały nam jeszcze kurze łapki. Aby się ich pozbyć, kobiety wstrzykują sobie w nie preparat z jadu kiełbasianego. - Każda zmarszczka przy oczach oznacza setki przeżytych orgazmów. Nie walczyłbym z dowodami rozkoszy. Niech patrzą, niech nam zazdroszczą. Nosić je tak, jak panowie Virtuti Militari!
- Miał pan dać kilka rad dla brzydkich kobiet. - Niech dbają o głos - powinien być bliżej altu niż sopranu. Tu nie chodzi o sztuczne obniżanie, ale o to, żeby dokładnie wymawiać samogłoski, to powinno dawać efekt spokoju. Nie piszczeć, nie bełkotać.
A jeśli i tego się z jakichś powodów nie da, trzeba mieć piękne, łagodne spojrzenie. Kobieta o łagodnym spojrzeniu zawsze wygra z innymi. To uniwersalne rady, które mogą być ratunkiem, ale powinna o nich pamiętać każda kobieta. I niech żadna nie będzie kłótliwa i histeryczna. Widziała pani tych facetów we czterech kiwających się nad otwartymi maskami samochodów? To ci, którzy mają kłótliwe żony. A ci, którzy biją? To nie dlatego, że zupa była za słona, tylko dlatego, że nie mają w domu chwili spokoju od wrzasku. Zadziorność tak, ale nigdy kłótliwość.
- Którą kobietę szanuje pan najbardziej? - Marię Skłodowską-Curie.
- To wielka uczona. - Nie, nie za to. Za to, że miała wielki temperament, którym wykończyła swojego męża!
- Na koniec jedno zdanie o mężczyznach. Są całkiem pominięci. - Mężczyźni dzielą się na pectorystów i popoistów, czyli cycomanów i dupomanów.
- Nie ma nic pośrodku? - Nie ma, to wymaga zbyt szerokiego kąta patrzenia.
Rozmawiała: AGNIESZKA KROPIELNICKA FRANCISZEK STAROWIEYSKI (1930), światowej sławy grafik, malarz, rysownik i scenograf, jeden z najwybitniejszych przedstawicieli polskiej szkoły plakatu. Jego malarstwo cechuje fascynacja zmysłowym ciałem kobiecym o rubensowskich kształtach.
|